Czas
leci bardzo szybko! Lipiec i sierpień były u nas bardzo pracowite – był czas
kiedy podłogi brakowało dla pacjentów leżących na materacach a na jednym łóżku
przyjętych była 3 dzieci bądź 2 dorosłych. Ciekawe, że nikt nie narzekał i nie
odmawiał przyjęcia ze względu na warunki. Jak można wiele docenić gdy ma się
tak mało!


Mamy
od 3 tygodni na naszym oddziale małą Mwajumę – urodzoną w domu. Rodzice chorzy
na AIDS i gruźlicę, mama przyjmująca ciężkie leki antyretrowirusowe i na
gruźlicę. Gdy rodzice przynieśli ją do nas malutka była naprawdę malutka i
ważyła 1,1kg. Jest zdrowa, silna, szybko nauczyła się ssać a i mama ma mleko.
Jedyny problem w tym, że leki, które mama używa bardzo źle działają na
dziewczynkę. Laurencia, nasza specjalistka od kobiet ciężarnych i położnic
chorujących na AIDS, nie daje jej dużych szans na przeżycie. Mała żeby żyć musi
pić mleko od mamy, w którym przecież znajdują się też mocne leki których używa
mama. Póki co próbujemy, walczymy choć mała stale traci na wadze mimo, że dużo
i często ssie. Ktoś powie - inne mleko, mieszanki, zastępcze ? brak.... poza
tym dla wcześniaka mleko mamy jest lekarstwem na wszystko – w tym przypadku
jednak lekarstwem i trucizną w jednym.

Mieliśmy ostatnio bardzo fajnych gości z Polski – ks. Antoni
, jego brat Janek – podróżnik, Frania –psycholog i Agnieszka lekarz
anestezjolog. Razem tworzyli świetną grupę, ale patrząc na ich różnorodność to
Duch Święty musiał się nieźle napocić, że oni się tak świetnie razem dogadują! :):):) Nasze
do późna rozmowy, przemyślenia, dyskusje, śmiechy ukrócały o kilka godzin nasz
sen ale chyba nikt nie żałował. No może troszkę rano gdy nie miało się siły by
zwlec się z łóżka :) Ale aż radość gościć TAKICH gości :):):)
W czasie pobytu naszych gości trafiła do nas pacjentka w
26tyg ciąży z bardzo dużym powiększeniem węzłów chłonnych szyjnych, opuchniętą całą
jamą ustną – nie była w stanie zamknąć ust z którego wystawał opuchnięty i
nabrzmiały język. Początkowa diagnoza – zapalenie języka i jamy ustnej –
pacjentka dostała mocny antybiotyk ale poprawy nie było widać. Gdy jednego
wieczoru odwiedziłyśmy ją z Agnieszką to doszłyśmy do wniosku że to może być
jednak
mononukleoza – dostała przez
sondę (nie była w stanie nic połknąć) Acyklowir i już po paru godzinach było
widać widoczną poprawę. Poniższe zdjęcie było zrobione już po kilku dniach więc
wyobraźcie sobie co było „przed”.
W ostatni piątek przyszły w odstępie półgodzinnym 3
pacjentki w 6, 7 i 7 miesiącu ciąży – jak na złość wszystkie z łożyskiem
przodującym (potwierdzone ultrasonograficznie ) i każda z krwawieniem choć nie
obfitym. Wszystkie pojechały do szpitala a tam albo zrobią cięcia albo
zatrzymają je na oddziale z bezwzględnym zakazem wstawania choć w to akurat
wątpię znając realia tego szpitala. Najprędzej to... zostaną wypisane do domu z
jakimiś lekami.
Mam też ostatnio nieszczęście do nieprawidłowych położeń
dzieci - w ostatni wtorek w nocy
zawołali mnie do pacjentki w 8 miesiącu ciąży, z mocnym krwawieniem i
czynnością skurczową. Była noc więc nie miałam dostępu do ultrasonografu ale
Dopplerem zbadałam czynność serca dziecka –była bardzo dobra. Badanie
wewnętrzne mnie zaskoczyło i przeraziło bo dziecko szło kolankiem – jednym
kolankiem. W ciągu paru minut karetka zabrała ją do szpitala na cięcie.
Ostatni przypadek to poród z przed 2óch tygodni. Przyszła do
nas pacjentka w pierwszej ciąży, w 7.miesiącu, z bólem brzucha choć sama nie potrafiła
określić czy to są skurcze. Po badaniach laboratoryjnych okazało się, że ma pasożyty
zwane” Hook-worms” co w języku polskim medycznym jest nazywane podobno
tęgoryjcem dwunastnicy (?). To powodowało że miała bardzo mocny ból brzucha i
chyba już nie odróżniała skurczy od bólu spowodowanego przez robaki. Przyjęłyśmy ją na salę porodową i w badaniu
okazało się że ona ma już 8 cm rozwarcia! W badaniu wewnętrznym nie mogłam
wybadać części przodującej bo najpierw „szedł” worek owodniowy z dużą ilością
płynu. W badaniu zewnętrznym , tj. chwytami Leopolda także nie potrafiłyśmy 100%owo określić położenia dziecka choć wydawało
mi się bardziej, że przodują pośladki.
Nasz ultrasonograf w tym czasie był w naprawie, więc też nie można było
nic potwierdzić. Nie mogliśmy przetransportować jej do szpitala bo czynność
skurczowa była dosyć silna i w krótkim czasie było pełne rozwarcie a pęcherz
płodowy powoli ukazywał się w szparze sromowej. Co ciekawe – wciąż nie można
było wybadać części przodującej a czynność serca dziecka – dobra, choć z
kilkoma spadkami . Następnie po kilkunastu minutach mimo dobrej czynności
skurczowej nie było widać postępu części przodującej więc postanowiłam delikatnie nakłuć pod kontrolą
pęcherz płodowy by wody zaczęły powoli odpływać. I rzeczywiście przez następne
kilka minut przez malutką dziurkę w pęcherzu wypływał czysty płyn owodniowy i
po kilku minutach w szparze sromowej ukazały się ... dwie stópki a wokół nich i
wzdłuż nóg owinięta pępowina. Pacjentka parła kilkakrotnie ale nie było żadnego
postępu części przodującej, pojawiła się też smółka w dużej ilości więc po
konsultacji z drugą położna zdecydowałam się na ręczne wydobycie dziecka – wóz
albo przewóz – dziecko musiało się jak najszybciej urodzić tym bardziej że w
badaniu wewnętrznym wychodziło na to, że dziecko jest bardzo owinięte pępowiną.
Po episiotomii zaczęłam, zgodnie z tym co pamiętałam z książki profesora
Troszyńskiego, ręcznie wydobywać dziecko. Miałam asystę 2 pielęgniarek i udało
się! Ale łożysko urodziło się razem z dziewczynką bo oprócz zawiniętych nóżek
dziewczynka miała pępowinę wokół szyi 2 razy ciasno zawiniętą. To sprawiło, że
tak krótka pępowina nie pozwalała dziecku „normalnie” przejść przez kanał rodny
a łożysko odkleiło się w czasie 2 okresu porodu. Dziewczynka, 1,6 kg, urodziła
się na 3 punkty, nie oddychała ale podjęliśmy reanimację i w sumie „wróciła” –
ale tylko na 3 godziny i zmarła. Gdy opowiadałam to znajomemu lekarzowi to
powiedział, że to cud że w ogóle żyła te 3 godzony – i też tak myślę. Nikt nie
miał wpływu na to co było w łonie mamy – gdyby kobieta przyszła wcześniej do
nas może zdążylibyśmy do szpitala i przeprowadziliby cięcie – gdyby ... ale
przecież nie wszystko jest w naszych rękach!
Poza
tymi trudnymi porodami było też wiele pięknych i czasem śmiesznych porodów więc
nie myślcie sobie że u nas to tylko dzieją się patologie - nie prawda! Jest wiele pięknych sytuacji i
wspaniałych pacjentów , którzy dają mi wiele radości !
 |
"mała chirurgia" |
W
ostatnim tygodniu mieliśmy w Bugisi wielką uroczystość – 25lecie ślubów
zakonnych s.Kathleen –dotychczasowej dyrektorki naszej przychodni zdrowia. Dotychczasowej
ponieważ Jubileusz był jednocześnie jej pożegnaniem po kilkuletniej pracy
misyjnej w Tanzanii. Uroczystość tego dnia była przepiękna! Można było usłyszeć
wiele pięknych śpiewów w języku sukuma (j. tradycyjny) jak i zobaczyć wiele
pięknych tańców.
 |
Modlitwa wiernych w wielu językach |
 |
Prawie wszyscy pracownicy kliniki z S.Kathleen
|
„Gośćmi specjalnymi” były 3 ogromne węże – Pytony, które
podobno miały nas zabawiać. Mnie i nie tylko mnie, tak wystraszyły po
wyniesieniu ich na środek, że musiałam opuścić to widowisko – oczami wyobraźni
widziałam już jak atakują ludzi. Choć nic takiego się nie stało ale efekt był
niesamowity. Potem by trochę przełamać swój lęk do nich i namówiona przez
koleżanki zrobiłam sobie z nimi kilka zdjęć lekko podtrzymując
najmniejszego z nich bo odwagi mi nie starczyło na więcej...