niedziela, 10 października 2010

Nowości z Bugisi

Minął miesiąc odkąd dotknęłam Tanzanii po raz pierwszy.
Ciągle jestem pod wrażeniem międzykulturowości, wśród której przebywam. I nie tylko mam na myśli tu Tanzańczyków, bo to oczywiste, ale raczej obcokrajowców których tu poznaję i wśród których żyję. A byli i są to między innymi osoby pochodzące z: Niemiec, Słowacji, Holandii, Irlandii, Włoch, Francji, Indii, Filipin, Kenii, Ghany, Nigerii. Wiem, że to niesamowity dar od Boga móc pracować wśród takich ludzi, bo mimo, że jesteśmy kompletnie inni i czasem następuje konflikt międzykulturowy to jednak takie samo serce mamy i wszyscy jesteśmy w Tanzanii z własnej nieprzymuszonej woli a wręcz chęci i miłości.

A co poza tym u mnie? Pracuję w naszej przychodni od poniedziałku do soboty, od 8 do 14 a reszta „on-call” czyli pod telefonem resztę czasu :) W ubiegły czwartek był jak zawsze „antenatal clinic” czyli taka przychodnia dla ciężarnych. Wciąż opracowuje do perfekcji słuchanie tętna dziecka słuchawką Pinarda oraz robienie USG ciężarnym. W czwartek odkryłam bliźniaki, a w piątek po raz pierwszy w życiu rozpoznałam wczesną ciąże – aż mi serce mocniej zabiło jak zobaczyłam na ekranie ruchy 14tygodniowego dziecka. Porodów nie jest tu tak dużo jak przywykłam mieć na dyżurach w warszawskich szpitalach :) ale za to mamy tu oddział dla kobiet, dzieci i mężczyzn z wszelakimi dolegliwościami. Póki co najwięcej niestety jest dzieci z niedożywieniem. W sobotę siedziałam z Unice w OPD –czyli taki punkt dla pacjentów z wiosek – większość pacjentów przychodzi z malarią, jest też trochę infekcji wszelkiego rodzaju no i niestety Kiły.
W piątek w nocy ja z Jolą urządziłyśmy polowanie na skorpiona w Joli pokoju. Śmiechu i krzyku było co nie miara, ale najważniejsze że zabity :) Zabita została też koza, oczywiście nie przez nas. Była już trochę podkarmiona i nawodniona i zaprzyjaźniona z nami. Za to planujemy z dziewczynami kupić osiołka. Wszyscy się śmieją że zamieniamy rowery i motor na osiołka.
W niedzielę od rana się chmurzyło. Wszyscy mieli nadzieję na deszcz w końcu. Czy uwierzycie, że z tych chmur nie spadła u nas ani kropla deszczu? Podobno padało w sąsiednich wioskach; u nas wciąż sucho i bardzo gorąco, mam wrażenie, że coraz bardziej… :)

Ps. Przepraszam, za swoją pobieżność, wiem że oczekujecie na więcej informacji, ale mamy ostatnio gorszy Internet no i pracy jest coraz więcej a czasu coraz mniej. Następny wpis dopiero pod koniec tygodnia bo do piątku nie mamy Internetu. Obiecuje też postarać się o więcej zdjęc moich :)

1 komentarz:

Marta pisze...

Monika, czytam i czytam i podziwiam Cie i zazdroszcze. Niesamowite jest to co tam robisz i tak wielkie.
Jutro koncert hillsong, szkoda że nie bedzie Cie z nami - to Ty mi przeciez o tym koncercie powiedzialas. Ale duchowo wiem ze bedziesz z nami. Trzymaj sie cieplo, M.